Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mój rozwój. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mój rozwój. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 stycznia 2014

Wiedza Briana Tracy ZA DARMO

Znasz Briana Tracy'ego i jego książki? Masz do nich dostęp?

Nie?

Nic nie szkodzi, zaraz powiem Ci jak za darmo możesz zdobyć wiedzę od samego Briana. Zacznę od mojej historii.

W przerwie międzyświątecznej postanowiłam kupić sobie książkę motywacyjną, by wejść w nowy rok z wielkim zapałem i mocą.

Kupiłam książkę Tracy'iego "Nie tłumacz się, DZIAŁAJ! Odkryj moc samodyscypliny". Książka wydana przez Wydawnictwo HELION. Cena na okładce 34,90 zł. Ja skorzystałam z promocji w księgarni Matras, a dokładnie z zamówienia przez internet i odbioru osobistego w księgarni. Zapłaciła ok. 28 zł. W tym samym czasie, dyskont Biedronka oferował audiobook Potęga pewności siebie. Oczywiście kupiłam go. Zapłaciłam 19,99 zł, cena normalna ok. 28,00 zł.

Źródło 
Jako użytkowniczka Pinteresta zaczęłam szukać ciekawych infografik, by zobrazować sobie moją motywację. Wpisałam Brian Tracy w wyszukiwarkę Pinteresta  ... i zaszokowało mnie jak mało pinów jest w tym nazwiskiem. Przejrzałam to, co znalazłam i jeden z pinów zaprowadził mnie do strony internetowej Briana LINK. Tego dnia była możliwość rejestracji na darmową książkę o osiąganiu celów. Oczywiście zapisałam się od razu. I dostałam książkę w PDF'ie. Może książka to zbyt dużo powiedziane, ale 12 stron to już coś.
Od tego czasu dostałam już 2 książki i kilka filmów za darmo. Oczywiście wiem, że nie jest to to samo co dostałabym kupując cały zestaw, ale nie wydam 199 dolarów na wiedzę, którą mogę mieć za darmo. Dokładnie tę samą.

Źródło
Skąd to wiem? Otóż widzisz, Tracy ciągle mówi o tym samym, może w innej kolejności, ale o tym samym. Nie zmienia przykładów, nie stara się już nawet poszukać nowych cytatów (w książce Nie tłumacz się, działaj! zapomniał jak się robi przypisy, choć może to jest akurat błąd wydawnictwa).  Nie wiem czy jest sens wydawać pieniądze na coś co można mieć za darmo. Ta 12 stronicowa książeczka zawiera najważniejszą wiedzę o tym jak osiągnąć cele. Czyta się szybko, łatwym angielskim. Można sobie wydrukować i pomazać ile razy się chce, dopisać własne myśli, tyle razy ile się chce.

Aktualnie nie widzę na stronie internetowej Tracy'ego NIC ZA DARMO co dotyczyłoby rozwoju osobistego. Może słabo szukam, polubiłam za to Tracy'ego na Facebooku, liczę że będą tam podawać informację o darmowych subskrypcjach. 

Oczywiście ja sprawdziłam tylko dział rozwoju osobistego. Teraz widzę, że jest darmowa subskrypcja na wiedzę z zakresu Sprzedaży. Może też się zapiszę? 

Strona internetowa www.briantracy.com jest dość mocno rozbudowana. Jest blog, kanał na You Tube, FB, Twitter.

Co to oznacza? 

Od Briana Tracy'ego możesz uczyć się już dziś za darmo. Przeczytać bloga, artykuły, wszystko co jest na tej stronie dostępne za darmo.

ZA DARMO, ale za wiedzą autora, który dzieli się z Tobą tym czego nauczyło go życie. Oczywiście za darmo możesz ściągnąć książkę z chomika albo innego nielegalnego źródła. W tym wypadku ja postanowiłam działać legalnie.  

W Polsce działa firma Brian Tracy International Sp. z o.o., która zajmuje się doradztwem bussinesowym LINK. Z tego co widzę, oferują szkolenia, ale raczej płatne. Warto jednak obserwować, może znajdzie się ciekawa oferta. 


***
Dla tych co doczytali do końca. 
Czy znacie może innych autorów piszących o rozwoju osobistym, którzy oferują część swojej wiedzy za darmo? 
Czy korzystaliście kiedyś z takich ofert? Jakie są Wasze doświadczenia. 
Wszelkie inne komentarze, rady i przemyślenia mile widziane.

Wszystkiego dobrego,
Zosia
Przyjaciółka Ani



niedziela, 17 listopada 2013

Learn English, Girl!

Przepraszam za ostatni post, pisany pod wpływem chwili. Miałam potrzebę wyrzucenia z siebie tego wszystkiego. Dziękuje za słowa otuchy, bardzo mi pomogły. A teraz do tematu.

Nauka angielskiego wg. Przyjaciółki Ani
Zaczynam naukę angielskiego raz jeszcze, mam kontakt z tym językiem (dziękuję za Youtuba - język codzienny, za seriale - z założenia język literacki), ale trzeba się uczyć nie tylko słuchania, ale i pozostałych umiejętności językowych - mówienia, pisania i słownictwa.
Będę się uczyć samodzielnie, choć początkowo myślałam o kursie. Problemem okazały się pieniądze. Oczywiście nie obejdzie się bez jakieś formy interakcji z nauczycielem. Powinnam poszukać korepetytora, 
z którym mogłabym się od czasu do czasu spotkać i porozmawiać, zrobić ćwiczenia z mówienia i przede wszystkim sprawdzić swoje pisanie. 
Nie jestem w pisaniu biegła, brakuje mi umiejętności pisarskich i stosowania wyrażeń i słów w praktyce. 
Może znacie kogoś, kto mógłby mi pomóc i mieszka w Warszawie?

Odgrzebałam wszystkie stare podręczniki, przejrzałam je i wybrałam ten, z którymi chcę pracować. Na razie pracuję na podręczniku przygotowującym do FCE (Fast Truck to FCE).


Jak wygląda moja nauka? 
Staram się pracować kilka minut, kilkanaście minut codziennie, ale nie udaje mi się, pracować nad wszystkimi umiejętnościami jednocześnie.  

CZYTANIE
Czytam czytanki z podręcznika i wypisuję słówka na kartkach, które wpinam potem do segregatora - notatnika. Staram się robić wszystkie ćwiczenia. Jest to o tyle utrudnione, że mam już je rozwiązane, ale udaję, że ich nie widzę. Czytam też czasami na głos. 

UWAGA - Zastanawialiście się kiedyś dlaczego w szkołach każą nam kupować książki bez klucza odpowiedzi? Przecież to marnowanie pieniędzy, bo nie można później samemu się uczyć, powtarzać i upewniać się, że dobrze zrobiło się ćwiczenie, na przykład dobrze zapisało słowo. Mam kilka podręczników, podręcznik do gramatyki, ale bez odpowiedzi i nie wiem czy moje rozwiązania są poprawne. A szkoda.

PISANIE
Staram się pisać jak najwięcej, zgodnie z poleceniem ćwiczeń. Problem polega jednak na tym, że nie ma mi kto tego sprawdzić. Jestem osobą, która ma problemy z pisaniem, samodzielnie nie potrafię sobie sprawdzić tego co napisałam. 

SŁUCHANIE
Niestety, nie mam nagrać do podręczników. Dlatego staram się słuchać BBC $ radio,. Pozwala mi  to na wsłuchiwanie się w język. Nie ćwiczę co prawda rozumienia słuchania, wyciągania wniosków ze słuchania. Muszę słuchać regularnie, bu ciągle mieć kontakt z językiem. Nadal oglądam seriale po angielsku. Mam nadzieję, że to wszystko spowoduje, że będę sobie w miarę dobrze radziła ze słuchaniem. 

MÓWIENIE
Tu jednak na razie jest najsłabiej. Nie za bardzo wiem, jak powinnam ćwiczyć swój język mówiony. Najlepiej byłoby z korepetytorem. Na razie będę musiała sama ze sobą prowadzić rozmowy i się nagrywać.

SŁOWNICTWO
Wypisuję je z czytanek i spisu ważnego słownictwa z podręcznika. Powtarzam je jak tylko mam okazję, nawet na zajęciach. 


Nauka dla samej nauki to słaba motywacja, dlatego postanowiłam, że będę przygotowywać się do egzaminu FCE, a potem do CAE. Przydałby mi się również egzamin potwierdzający znajomość legal i business English., ale wszystko w swoim czasie. Najpierw FCE - powinnam go zdać na jesień przyszłego roku. Po drodze przydałby się jakiś przyspieszony kurs, przygotowującu do FCE, a potem do CAE.
Plan jest na razie taki by zrobić książkę, którą teraz zaczęłam do końca marca 2014 roku. Po drodze mam pisanie magisterki, sesję i poszukiwanie pracy. Czasu nie jest za wiele, ale będę się starać by osiągnąć mój cel.

A jakie Wy macie sposoby na samodzielną naukę języka?

środa, 13 listopada 2013

Jaka jestem? Jak mogę być?

Mam mętlik w głowie. Wiele rzeczy mam do zrobienia, wiele marzeń i wiele planów. Ale nie umiem ich realizować. Jak zaczynam coś robić, to znajduję wymówkę, by na chwilę się oderwać, chwila przeradza się w godzinę albo dwie (seriale, Youtube) i nie mogę wrócić do tego co powinnam była robić. 
Niby jestem na drodze samorozwoju, budowania dobrych nawyków, ale jakoś nie wychodzi. Ciągle upadam, by zaczynać od początku, ale każdy kolejny upadek zamiast pomóc mi podnosić się wyżej, powoduje, że obniżam loty. Nie umiem sobie z tym poradzić. Boję się tych upadków, boję się że ktoś je odkryje  i wykorzysta przeciwko mnie. Tak liczę się z tym co powiedzą o mnie inni. I boję się siebie, tego jak jestem. Czy można się bać siebie? Tego jakim się jest naprawdę? Może boję się prawdy, że wyobrażenie moje o mnie samej jest obrazem kobiety nic niewartej, nic nieznaczącej, nic niepotrafiącej, kobiety nijakiej. 

Tak tego się boję, że nie jestem człowiekiem wartościowym, zmieniającym świat. 

Jak jestem? Jak mogę być?

poniedziałek, 22 lipca 2013

Enough is enough


Ostatnio odkryta piosenka. Trudno powiedzieć czy inspiracja czy może kolejne moje marzenie o możliwości zaśpiewania czegoś takiego. Polubiłam bardzo, a dodatkowo muszę się przyznać - lubię muzykę z dawnych lat, nawet taką - Niech żyje Disco, byle nie disco z pola. Przyznaję, że mam już nawet wizję wykonania tego utworu na wielkiej gali. Do realizacji potrzebna mi tylko: druga piosenkarka, wielka gala - nieważne z jakiej okazji, muzycy, akrobaci, tancerze i publiczność. Ot takie tam marzenie. 

To teraz powrót do rzeczywistości. Niestety z planów wakacyjnych nie udało mi się jeszcze nic zrealizować. Mam załamanie w pracy nad sobą. Nie potrafię się przełamać się, stoję w miejscu a może wręcz się cofam. Jestem teraz u rodziców i nie wiem, czy to mój dom tak na mnie działa, czy to rodzice i świadomość ich ciągłego bycia obok (i kontrolowania, presji jedzenia, nie bycia zbyt głośno, nie pamiętam kiedy tańczyłam swobodnie - a kocham to robić), czy może po prostu mój Leń (może mieć różne nazwy), ale nie potrafię się zmobilizować do pracy. Czuję się tak jak już kiedyś się czułam - niemal wstęp do depresji. 

Wszędzie mnóstwo inspiracji, czytam codziennie blogi, ale nie mam siły i odwagi (choć robię to anonimowo - nie podpisuję się z imienia i nazwiska) by napisać komentarz. A głowa dodatkowo kipi od pomysłów. Wiele osób pisze, że ich motywacją jest blog, moją też miał być, ale ciągle wydaje mi się, że to, co napiszę będzie słabe, zapominając  o tym, że może być słabe, ważne żeby było moje. 

A to wszystko udało mi się napisać po przeczytaniu tego wpisu. Teraz mogę zawalczyć o swoje sprawy.

niedziela, 19 maja 2013

Targi książki - wydarzenie, w którym brałam udział po raz pierwszy

Aniu!
Dziś byłam (tak ja to zaplanowałam na Targach Książki w Warszawie). Stadion Narodowy sprawdził się jako miejsce, w którym jednocześnie może przebywać wiele osób, ja czułam się tam  bezpiecznie, byłam tam nieco zagubiona, przynajmniej na początku, ale bardzo mi się podobało. 

Zakupiłam 4 książki i gazetę Sens (promocja za 7 zł, normalnie za 9,99 zł). Wybrałam tytuły, które mnie interesują i jeszcze pomogą mi się rozwinąć. 

Pierwszą zakupioną przeze mnie książką była "Sztuka planowania" Dominique Loreau. Autorka napisał kilka książek o tematyce związanej z samorozwojem - nie wiem, czy było to jej intencją. Jej książki ("Sztuka minimalizmu w codziennym życiu" czy "Sztuka prostoty") pojawiały się na kilku blogach, więc postanowiłam ją kupić. Na stoisku Wydawnictwa Czarna Owca kosztowała 21 zł, cena na okładce 29,90 zł. Przeczytam jak najszybciej. Jest napisana w formie poradnika, ale ja lubię właśnie takie książki. 

Drugim tytułem związanym z samorozwojem jest książka Wojciecha Eichelbergera i Beaty Pawłowicz "Życie w micie czyli jak nie trafić do raju na niby i odnaleźć harmonię ze światem" Wydawnictwo Zwierciadło. Tytuł jest rozbudowany i mam nadzieję, że w pełni oddaje tematykę książki. Będę czytać i szukać odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Jeden z rozdziałów książki nosi tytuł "Buława mistrza zen czyli mit o tym, że można być, kim się chce" już mnie zainteresował. W ogóle tytuły jakieś takie zakręcone. Książka kosztowała 25 zł, cena na okładce 34,90 zł.

Kolejny tytuł, to coś związanego z Ryszardem Kapuściński. Lubię jego pisanie, proste i wielobarwne jednocześnie. Kupiłam "To nie jest zawód dla cwaniaków". Książka stanowi zapis wykładów dla studentów dziennikarstwa. Mam nadzieję, że będzie ciekawym studium nad warsztatem dziennikarskim i reporterskim. Nie jestem dziennikarzem, ale zawsze interesował mnie ten zawód. Mam nadzieję, że książka okaże się dobra i przybliży mi pracę samego Kapuścińskiego (ciągle zastanawiam się jak on to wszystko robił, mimo, że czytałam już "Podróże z Herodotem").
Zakup książki był trochę dziwny. Kilka wydawnictw wydaje różne książki związane z Kapuścińskim. Ja kupiłam wydaną przez PWN dla Biblioteki Gazety Wyborczej. Stałam na stoisku, raz ją obejrzałam, potem inną, potem poszłam poszukać jeszcze czegoś innego. Nie mogłam się zdecydować. W końcu zobaczyłam pracownika stoiska naklejającego nalepkę "Cena promocyjna 25,00 zł"- pomyślałam moja - biorę. Cena na okładce 34,99 zł.

Ostatnia zakupiona książka to "Wywiady z władzą" Oriany Fallaci. Wywiady z największymi postaciami życia politycznego XX wieku przeprowadzone przez włoską dziennikarkę i reportażystkę. Literatura faktu i historia w jednym, czyli to co lubię czytać. Cena 49, 00 zł. Na stronie empik.com cena 54,49 zł. 
Jestem naprawdę zadowolona z zakupów. W sumie wydałam 132 zł (razem w wejściówką 5 zł). Było warto. Większość wydawnictw, szczególnie tych większych miało promocje, co na moją studencką kieszeń było w sam raz.

Przygotowałam sobie poradnik na kolejne wyjście - czyli spis rad dla uczestnika Targów Książki. Mam nadzieję, że następnym razem, za rok, będę już lepiej wiedziała, co i jak załatwić przed samymi Targami. 

Spis rad dla uczestników Targów Książki (lub innej imprezy kulturalnej)
  1. Przyjdź jak najwcześniej - nie będziesz musiał się przeciskać przez tłumy. Z upływem minut masa ludzka napływa. Na Stadionie przestrzeni było sporo, ale w mniejszym miejscu mogło by być już za ciasno.
  2. Sprawdź wcześniej jakie książki Cię interesują. Spisz tytuł, autora, wydawnictwo (koniecznie) - będzie Ci łatwiej znaleźć interesujące Cie publikacje.
  3. Warto dowiedzieć się wcześnie,j czy na Targach wydawcy będą mieć tylko same nowości (tak zrobiło wydawnictwo Znak- nie udało mi się kupić książki wydanej chyba na początku 2013 r.). Skorzystaj z kontaktu internetowego, Facebooka.
  4. Sprawdź kiedy są spotkania z autorami - książka z podpisem autora będzie mieć wartość sentymentalną. 
  5. Szukaj promocji lub pytaj o nie sprzedawców. Mi udało się kupić taniej książkę Kapuścińskiego dzięki okazyjnej naklejce. 
  6. Obejdź Targi dwa razy - za pierwszym można było przecież czegoś nie zauważyć.
  7. Weź gotówkę, ja płaciłam gotówką, ale kilkakrotnie spotkałam się z problemami płatnościami kartą - nie wszystkie stoiska były wyposażone w portale.
To tyle, pewnie coś mi się jeszcze przypomni, ale to najważniejsze, co chciałam Ci Aniu napisać. A Ty jakie książki byś kupiła, może coś czytałaś z tego co ja zakupiłam? Podziel się tym ze mną.

Twoja przyjaciółka 

środa, 17 kwietnia 2013

Podsumowanie mojej drogi

Zmiana mojego życia rozpoczęła się około 7 listopada 2012 roku. Od tego czasu staram się zmienić, poukładać swoje życie, stać się lepszym człowiekiem. 

Mam na koncie porażki, nawet sporo, ale staram się, podnoszę się po każdym upadku. 

Jest coraz lepiej, czuję że mogę wiele jeszcze zmienić. Mam rezerwy. 

Co się zmieniło? 

  • Lepiej jestem zorganizowana. Pisanie list rzeczy do zrobienia pomaga mi najbardziej. Co prawda nie udaje mi się jeszcze wypełnić 100% zakładanego planu, ale widzę postępy. Nie mam poczucia, że nic nie robię. Nie pisałam na blogu dawno planów tygodniowych - muszę do tego wrócić, te podsumowania są dla nie dobre, motywują mnie do dalszej pracy. 
  • Zaczęłam kursy na Akademii Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości. Aktualnie robię Profesjonalny Sekretariat i częściowo Umiejętności osobiste. Jak skończę to zacznę robić kurs o rozwoju kariery. Dzięki osobom z BGS poznałam te kursy, dzięki Wam właśnie zaczęłam się rozwijać. Dziękuję
  • Czytanie, choć  w tym tygodniu nie czytałam jeszcze, to i tak się cieszę, że udało mi się przeczytać kilka książek. Czytanie, czytanie, czytanie
  • Angielski - wróciłam do nauki, teraz czas na nieniecki, włoski i może coś jeszcze......
Co jeszcze muszę zmienić?
Dysponowanie czasem, nie tracenie czasu na głupoty, ograniczyć seriale (ostatni weekend- porażka).
Więcej się uczyć.
Rozwijać swoje życie osobiste.


Podsumowanie było mi potrzebne. Teraz czuję, że mogę zacząć dalszą walkę o siebie.
 
Dziękuję wszystkim osobom, które piszą blogi o rozwoju osobistym. Dziękuję tym, które czytają i komentują moje wpisy. Dziękuję za wsparcie. Jesteście moją motywacją. 

Dziękuję 

Zosia - Przyjaciółka Ani

PS. Możecie do mnie pisać na maila. Kontakt po prawej stronie. 

niedziela, 17 marca 2013

Urodziny w czasach Facebooka

To ile już masz lat? To czego Ci można życzyć?

Szczerości, prawdziwych przyjaciół i spełnienia marzeń. Chyba tyle.

Tydzień temu obchodziłam urodziny, nieważne które. I poza życzeniami od rodziny, tylko dwie osoby o nich pamiętały. Dwie, jedna wysłała życzenia przez Facebooka, druga smsem. I tyle. 

Drugi rok z rzędu mam odznaczone powiadomienie o urodzinach na Facebooku. Drugi rok z rzędu, tylko nieliczna grupa osób pamiętała. I co ciekaw, nie pamiętali Ci, co do tej pory pamiętali. 

Co ludzie by dziś zrobili bez powiadomień na facebooku przypominających o tym, że siostra, brat cioteczny, koleżanka z podstawówki, kolega z pracy i dziewczyna spotkana na jakiejś konferencji obchodzą tego właśnie dnia urodziny? Napisanie: Najlepszego! połączone oczywiście z emotikonem :) albo :* albo xo [wersja pełna: Najlepszego! :) :* xo] jest dziś jedną z podstawowych aktywności w tym portalu społecznościowym i oznaką kulturalnego obycia w cyberprzestrzeni. Kilka minut po północy na tablicy zaczynają pojawiać się życzenia: Najlepszego! i  tyle. Na Święta Bożego Narodzenia prawie każdy składał życzenia na swojej tablicy, to samo było na Nowy Rok. I sytuacja oczywiście powtórzy się na Wielkanoc.

Czy sztuka składania życzeń zanika, dlaczego ludzie przestali sobie składać szczere życzenia publicznie? Oczywiście słowo - Najlepszego - niesie za sobą wszystkie życzenia: zdrowia, szczęścia, powodzenia na studiach, dobrze zdanej matury, niech Ci się uda to realizacja trudnego zadania w pracy." Najlepszego" wyraża to wszystko, ale czy nie milej jest usłyszeć, przeczytać to wszystko, uświadomić sobie, że ludzie naprawdę interesują się naszym życiem i wiedzą z czym mamy problemy, gdzie potrzebujemy wsparcia.

Czy mam prawo się o to wszystko denerwować, przecież sama prowokuję, nie udostępniając informacji o swoim życiu (a muszę?)? Jaki wpływ ma to, że sama nie składam życzeń przez facebooka? To fakt, że nie składam ludziom życzeń, może tylko nielicznej grupie: przez telefon, smsem, albo prywatna wiadomością na facebooku, ale tym, których kocham, szanuję i wiem co u nich słychać. Koleżance, z którą nic mnie już nie łączy, koledze siostry, którego nie wiem dlaczego mam w znajomych życzeń nie składam. 

Czy dziś pamięć ludzka jest tak już obarczona informacjami, że bez przypomnienia nie jesteśmy wstanie zapamiętać daty urodzin osób nam najbliższych?




niedziela, 10 marca 2013

Postanowienia na tydzień 11.03.2013 - 17.03.2013

Postanowienia

  1. Iść do pracy i dać z siebie wszystko
  2. Iść na zajęcia
  3. Przeczytać 100 stron Sztuki efektywności Davida Allena ( Gettings things done) 
  4. Nie oglądać fb, bloggera, yt przed 18.00
  5. Zadzwonić do banku
  6. Kupić bilet miejski 
  7. Nie wyciskać 
  8. Uczyć się angielskiego 
  9. Przypomnieć sobie rachunkowość
  10. Zrobić zdjęcie oknom każdego dnia
  11. Powtórzyć ortografię 
  12. Obejrzeć 4 seriale (Girls, Smash, Prawo Agaty, GO ON)

sobota, 9 marca 2013

Zmiana w pracy mózgu

Aniu! 
Jestem przerażona, przerażona swoim mózgiem, a raczej tym jak zaczął pracować.

Kupiłam ostatnio magazyn o tematyce psychologicznej, tematy związane z pracą, rozwojem i motywacją. Zaczęłam czytać od interesującego mnie artykułu. Kilka zdań, akapit jeden, drugi, ja szukam rozwinięcia myśli zawartej w podtytule. Czytam i nie znajduję, ciągle tylko jakiś przykłady, rozszerzanie historyjki. Szukałam konkretnej odpowiedzi, nie znalazłam. Nie dowiedziałam się niczego nowego. Nic. Denerwowało mnie to. Czytałam, by znaleźć odpowiedź. Oceniłam czytany tekst jako słaby, jako niekonkretny, nie na temat. 

Ta sytuacja zaczęła mnie interesować. Dlaczego to mnie zdenerwowało? Przyczyn było kilka. 

Po pierwsze, nie czytałam dawno tekstu z gazety. Wstyd się przyznać, ale nie czytam regularnie prasy, ani codziennej ani magazynów. Nie czytam też stron internetowych informacyjnych. Zdarza mi się zajrzeć by przeczytać tylko same nagłówki. Jaki to ma wpływ na opisaną przeze mnie sytuację? Odzwyczaiłam się od czytania tekstów prasowych, od tego specyficznego prowadzenia narracji tekstu, od typowego wzorca pisania przez dziennikarzy. Czytając reportaże, teksty informacyjne, relacje z wydarzeń mam wrażenie, że pisane są według kilku powtarzających się schematów. 

I tu druga przyczyna mojej frustracji nad tekstem. Czytam ostatnio tylko podręczniki akademickie, w których postawiono na informacje, np. zasada - przykład. Czytam teksty, które są pisane w celu odpowiedzi na konkretne pytania. Szukam w nich informacji, które są mi potrzebne. W magazynie też szukałam jednoznacznej odpowiedzi na tezę zawartą w podtytule artykułu. Nie znalazłam. 

Czytając artykuł mój mózg nie przestawił się na innych rodzaj narracji. Moja ocena tekstu pomimo uświadomienia sobie mojego rozczarowania, jest ciągle negatywna. Zastanawiam się po co wymyślać tytuł tekstu, który nie ma wiele wspólnego z tym, co środku. Dla mnie liczy się jeszcze merytoryczna część tekstu, a wydaje mi się, że współcześnie niekoniecznie to jest najważniejsze (informacja jest towarem na sprzedaż). Kilkakrotnie słyszałam już o zmianach w mózgu ludzkim, spowodowanych korzystaniem z Internetu czy portali społecznościowych. Z jednej strony to przerażające, z drugiej fascynujący przykład rozwoju ludzkość, ewolucji. 

A czy to co się stało z moim mózgiem, z moim postrzeganiem świata, jest spowodowane korzystaniem z Internetu? Czy mój mózg pracuje inaczej niż ludzi, którzy z niego nie korzystają albo korzystają w mniejszej ilości?

Z pewnością inaczej podchodzę do zalewających mnie informacji. (Wiadomości bieżące zdobywam z radia, rano po przebudzeniu i oczywiście w ciągu dnia). Czasami nawet wyobrażam sobie, że "wkładam informację do szuflady w moim mózgu". Porządkuję informację, odrzucam te, które postrzegam jako nieistotnie, ale niestety nie powoduje to, że lepiej zapamiętuję i odtwarzam ważne informacje. Mam też problem z zapamiętywaniem. Komputery i Internet przyzwyczaiły mnie do tego, że informacja jest zawsze do odnalezienia. Jak ludzie kiedyś szukali informacji, przed erą Internetu? Łapię się często nad tą myślą, jak kiedyś np. przed 2000 rokiem (chyba po tym roku Internet stał się powszechnie dostępny, "tani") ludzie w Polsce dowiadywali się gdzie jest np. jakiś sklep, miejsce, o której zaczyna się seans w kinie, jak poznawali nową muzykę, jak dowiadywali się o numer telefonu do urzędu na drugim końcu Polski? No jak? Nie jestem bardzo młoda, ale nie pamiętam, po prostu nie pamiętam.

Mózg i jego rozwój jest na pewno fascynujący, ale jak rozwija się mój mózg? Czy zachodzące w nim zmiany są dobre, czy złe, a może są ani dobre ani złe, po porostu zmienia się tak, jak zmienia się cały świat wokół mnie? Pytanie czy te zmiany są dla mnie dobre, dla całej mojej osoby od strony psychologicznej. 

Aniu, a Ty masz jakieś przemyślenia na ten temat, napisz o nich, proszę.

Pozdrawiam 
Twoja Przyjaciółka  

Ps. Tekstu wyszło dużo, pewnie więcej niż czyta przeciętny Polak każdego dnia, mam nadzieję, że dotrwałaś. 
Ps 2. Pisząc ten list zastanawiałam się, jakie odnajdziesz błędy stylistyczne i ortograficzne. Czy list ten jest merytoryczny? Pisanie do Ciebie jest też dla mnie warsztatem pisarskim. 

piątek, 1 marca 2013

Coś nowego

Aniu,
Ten list powinien zostać napisany tydzień temu, ale tak się nie stało. Nawet zaczęłam go pisać, mam szkic, ale postanowiłam napisać go raz jeszcze, od początku, by na nowo poukładać w swojej głowie to, co się stało.

Praca

Tydzień temu zaczęłam pracę, dwa dni w tygodniu. Nic szczególnego, pracuję w miejscu, w którym mam w sposób najpełniejszy zapoznać się z tym, co będę robić w moim życiu zawodowym. I nie do końca potrafię się odnaleźć. W moim wieku i na tym roku studiów, na którym jestem, powinnam robić takie rzeczy od razu, bez zastanowienia, a jednak nie umiem, nie potrafię, popełniam błędy. Pracodawca dał  mi już do zrozumienia nie raz, że nie spełniam jego oczekiwań. 
Wiem, że to, co nie pozwala mi działać jest we mnie - strach przed popełnieniem błędu - a z drugiej strony brak odwagi, by błędy popełniać. Staram się wykonywać polecenia najlepiej jak potrafię, ale brakuje mi wyczucia i słów. 
Nie wiem jak potoczy się kolejny miesiąc, czy zostanę poproszona o dalszą współpracę, szczególnie że dziś widziałam CV kandydata, niestety nie wiem czy na cały etat - wtedy nie byłoby miejsca dla mnie, czy na pół tak jak jest obecnie. Czas pokaże.

Studia

Z drugiej strony mam się czym pochwalić. Udało mi się zaliczyć kolokwium, napisane na początku tygodnia u ćwiczeniowca, który jest bardzo wymagający. Do maksymalnej liczby punktów zabrakło mi tylko dwóch. Jestem tym bardziej zadowolona, że pisanie kolosa o 8:00 rano i po weekendzie z imprezą siostry, niewyspaniu się i z ogólnym poczuciem nieprzygotowania, udało mi się osiągnąć dobry wynik.

W czwartek pracowałam i miałam kolokwium z innego przedmiotu (pisane o 18:15 - nie jest to dla mnie odpowiednia pora, jestem jednak człowiekiem poranków i przespanych nocy). Niestety, to kolokwium nie poszło mi najlepiej, liczę na zaliczenie, byle nie musieć tego poprawiać. Przyznaję się, nie przygotowałam się do niego. Naukę zaczęłam w poniedziałek popołudniu, wtorek przebimbałam, a w środę nie miałam zbyt dużej ochoty. Pocieszałam się, że na kolokwium można pisać z książkami i materiałami, ale jak wiadomo i tak się trzeba nauczyć, by wiedzieć gdzie czego szukać. 

Projekt Okno 

Zaczęłam też robić zdjęcia telefonem na mieście. Projekt Okno - wymyśliłam sobie, że będę robić zdjęcia oknom. A co! Mam nadzieję, ze starczy mi zapału i że się czegoś nauczę. Jakość pewnie nie będzie zadowalająca, ale co tam. Zainspirowała mnie Helineth.

Rozwój 

A rozwój mojej osoby, doskonalenie siebie? Tu gorzej. Niestety, po za przygotowaniem do pierwszego kolokwium, nie radziłam sobie najlepiej. Przede wszystkim moja zmorą są seriale. Oglądam namiętnie. Zaczęłam nawet nowy. GO ON - komediowy i w kontekście samorozwoju i grup terapeutycznych. Nie robiłam też list zadań, dopiero dziś w pracy zrobiłam pierwszą od tygodnia, i mam dopiero 4 rzeczy odznaczone (po napisaniu do Ciebie 5). Zaczęłam dziś też czytać "Ucieczkę od wolności" Fromma. 

Plany

Plany na ten miesiąc? A nie chcę o niech myśleć. Zacznę od planów na weekend - coś już zapisałam, ale pewnie będzie tego dużo więcej. Będę chyba jednak zapisywać wszystko w jednym miejscu - ach ten niezastąpiony zeszyt z Beverly Hills - tak będzie to bardziej zorganizowane i zawsze będę mogła zajrzeć, by rozplanować cel miesięczny, tygodniowy w szczegółach. 


U mnie tyle, a co u Ciebie? 

Twoja Przyjaciółka 


ps. Jak dobrze się wypisać.
ps. Plany na marzec? Zestarzeć się, o jeszcze jeden rok 

wtorek, 19 lutego 2013

Nie umiem "przebić się przez dźwięk moich strun głosowych"

Aniu!
Przeczytałam przed chwilą mój ostatni list do Ciebie i niestety od 14.02 niewiele zmieniłam, niewiele zmieniłam siebie. 
Oczywiście oglądałam seriale, jeden zupełnie nowy Girls- 15 odcinków jednego dnia. Jak można? Niestety, nie uczyłam się, mam teraz zaległości a tematy do kolokwium nie są łatwe. Nawet zaczęłam pisać listy rzeczy do zrobienia, ale nie pomogło - może nie powinnam ich pisać w zeszycie? No nie wiem. A wczoraj zerwałam się z zajęć pod wymówką przeziębienia i miałam się uczyć, ale zupełnie się do tego nie wzięłam, za to obejrzałam serial i mecz siatkówki i oczywiście siedziałam na FB i YT.

Czytam blogi z BGS, wchodzę, otwieram i czytam po kolei. Wiele osób pisze o rozwijaniu się w dziedzinie języków obcych. Inni mają pasję fotografowania, czytania książek, a ja od ponad miesiąca nie przeczytała żadnej rozwijającej książki (nie licząc książki o szybkim czytaniu Tony'ego Buzana, która niewiele mi pomogła). Ja też powinnam odnaleźć w sobie pasję. Zastanawiałam się, czy jeżeli lubię oglądać dobre zdjęcia, to będę dobrym fotografem - amatorem. Raczej niekoniecznie. Mam wymówkę: nie ma sprzętu, aparat cyfrowy sprzed 7, 8 lat nie zrobi dziś zdjęć dobrych jakościowo, aparat w smartfonie nie grzeszy jakością. 
Zawsze ważna dla mnie byłą muzyka, była i jest częścią mojego życia. Od lat wstydzę się śpiewać nawet w domu (mieszkaniu), bo ktoś usłyszy. Oczywiście nie mam też głosu jaki mają moi ulubione piosenkarki czy piosenkarze (ostatnio: Adel, Arletha Frankilin, K. Badach, A. Zaucha). Ciągle słucham muzyki i udaję, że śpiewam do mikrofonu - pilota od radia albo szczotki do włosów. Nie umiem  "przebić się przez dźwięk moich strun głosowych". Odważyć się zaśpiewać solo przed ludźmi, dla mnie nie do wyobrażenia. Już dawno w rubryce zainteresowania wykreśliłam muzykę, bo co dziś znaczy interesować się muzyką? Śpiewanie, granie na instrumencie na pewno jest realnym działaniem w muzyce, pisanie recenzji, tworzenie teledysków itd. również. A czy interesowaniem się życiem prywatnym muzyków jest zainteresowaniem muzyką? Choć mnie to raczej nie dotyczy, bardziej skupiam się na utworze, którego słucham niż nad tym czy osoba śpiewająca ma nową partnerkę czy partnera. 

Miało być o zmianach w podejściu do życia a wyszedł felieton "O Wszystkim i O Niczym". 

Zaczynam raz jeszcze od teraz: siadam do kpc, czytam do 14.00, potem odkurzę mieszkanie. Właśnie spojrzałam na listę rzeczy z wczoraj, zrobiłam 3 z 13 czynności. I złamałam wszystkie ograniczenia. 

Trzymaj kciuki za mnie Aniu 
Twoja Przyjaciółka

czwartek, 14 lutego 2013

Zacząć od początku, raz jeszcze

Aniu!
Nie udało się mi dochować stawianych sobie celów. Nie udało mi się zmienić siebie. Moje podejście do życia się nie zmieniło. Przez krótką chwilę byłam na dobrej drodze, przez chwile udawało mi się zmienić, dążyć do celów sobie wyznaczanych. To była chwila.

Pora powrócić na ścieżkę już raz obraną. Iść wytrwale przed siebie, być na dnie i podnosić się  z niego, choć będzie pod górkę.

Udawało się, gdy miałam motywację, gdy planowałam, gdy zapisywałam swoje planowane czynności. Odeszłam od tego i to był mój problem. Nagradzanie siebie nie sprawdziło się, nagrody nie były wartościowe, mało motywujące. Choć może były zbyt osiągalne.

Pomagało mi prowadzenie zapisów. Odstawienie internetu (FB, YT, Bloggera, Pinteresta) i seriali. I jeszcze siatkówka.

Wracam raz jeszcze do wcześniejszych działań. Zacznę po raz kolejny zapisywać co mam zrobić, odznaczać zrobione czynności. Zapisywać rzeczy "na plus" i "na minus". Planować w perspektywie miesiąca, tygodnia, dnia, może też kilku dni.

Będę dodawała sobie motywacji przez ... nie wiem co. To jest mój problem. Cel: mieć ciekawe życie, piękne życie, jest zbyt ogólne.

ZMIENIĆ SIĘ, ZMIENIĆ SWOJE ŻYCIE, ZMIENIĆ

niedziela, 27 stycznia 2013

To nie był dobry weekend

Aniu! 
Jest źle i to bardzo. Kolejny weekend zmarnowany, kolejny poświęcony na nieefektywną pracę. Sesja w pełni, a ja jak zawsze mam problem by się uczyć. Nie jestem w stanie się skupić. 

Piątek - do późnego popołudnia udawało mi się jeszcze czytać książkę. Potem przyjazd mamy i tu niestety już nie byłam w stanie się uczyć. Pogaduchy i inne zajęcia skutecznie nie zachęcały do czytania

Sobota- cały dzień czytałam. Poziom mojej koncentracji i możliwość zapamiętania czegokolwiek ograniczona do minimum. Ponad 12 godzin siedzenia w łóżku i przysypiania nad nudnym podręcznikiem akademickim, skutecznie ograniczył skuteczność nauczania.

Niedziela - poranek jeszcze mogłabym zaliczyć do udanych, ale popołudnie już niestety nie. Oglądałam mecz  finałowy Pucharu Polski mężczyzn  w siatkówce, a potem jeszcze program internetowy na żywo. Do tego standardowo FB, YT i koniec. Teraz jeszcze piszę do Ciebie, ale czuję, że muszę. 

Przyczyny mojej nieefektywnej pracy?
Brak bata nad sobą a może strach przed podjęciem wyzwania, liczenie że znowu się uda?
A co jak się nie uda? Mam listę celów na ten miesiąc, ale nie osiągnę ich niestety przy takiej postawie.
Dziś muszę  posiedzieć do oporu nad Kodeksem, przeczytam tylko go. A doktryny będę czytała jutro- do oporu.

Plan na ten tydzień:
1. Dwa egzaminy- środa - doktryny (pisemny) piątek - cywilne (ustny)
2. Uczenie się do środy więcej doktryn, potem cywil.
3. Nie lenienie się, nie rozpraszanie się FB, YT, Bloggerem [B] - będzie trudno, jakoś nie udaje mi się skutecznie odstawić komputera.
4. Przeglądanie FB, YT, B tylko po 20.00
5. Zapisywanie w dzienniku tego co robię.
6. Nie słuchanie blues'a - niestety zrobiłam playlistę na YT z piosenkami i się wciągnęłam 
7. Zapisywanie pomysłów na posty, wstępne szkice wpisów
8. Rozważenie zapisania się na BGS 
9.    MYŚLEĆ POZYTYWNIE, NIE PODDAWAĆ SIĘ, ŻYĆ DLA SIEBIE 

Plany ambitne, dam radę 

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Układanie sobie życia

Droga Aniu! 
Zaczęły się zmiany. Początkowo szło mi naprawdę nieźle. Popsuło się w ostatni czwartek, a może już w środę. 

Zacznę od tego, że olśniło mnie 12 stycznia. Zaczęłam wtedy myśleć o samorozwoju, nie wiedząc co to i jak do tego się zabrać. Dziś też jeszcze nie umiem powiedzieć dokładnie o co mi chodzi. W tamtą sobotę podjęłam decyzję o zmianie życia. Zaczęłam pisać w zeszycie - dziennik z postępami. Obkleiłam segregator dla dzieci dołączony do popularnych soczków owocowych. Zrobiłam kartki i zaczęłam pisać PLAN. 
PLAN NA ŻYCIE- taki tytuł nadałam temu dziełu. Zadałam sobie pytanie, jakie często pada na rozmowach kwalifikacyjnych (podobno - mi jeszcze takiego nie zadano):

  1. Gdzie widzisz się za 10 lat, co będziesz wtedy robić?
  2. A za 2 lata?
  3. Za rok?
  4. Za pół?
  5. Za kwartał?
  6. Za miesiąc?
Odpowiedzenie sobie na te pytania nie były łatwe dla mnie. Zdałam sobie sprawę jak wiele rzeczy chciałabym osiągnąć, kim być, jaką się stać. Niestety nie wiem czy uda mi się to osiągnąć.

Zaczęłam pisać plany czynności do zrobienia. Odznaczanie wykonanych zadań szedł mi dobrze, pisałam co mam zrobić wieczorem dnia poprzedniego. Zapisywałam czego powinnam unikać. Cele na ten miesiąc było osiągnięcie celu miesięcznego. 
W poniedziałek 14.01- zrobiłam listę symboli do oznaczania ważnych zapisków w dzienniku.
Udało mi się żyć według planu do wtorku, kiedy to zostałam zaproszona na rozmowę kwalifikacyjną. Przejęłam się na tyle, że nie mogłam się skupić, nie szła mi tego dnia nauka - ach ta sesja. 

16.01 najcięższym dniem w tygodniu. Rano okazało się, że ma w ciągu godziny przedostać się na drugi koniec miasta. Oczywiście nie udało się wyrobić w czasie, nie poszłam na swoją grupę na ćwiczenia, dopiero na następną. Byłam spięta, nie mogłam się skupić. Potem wizyta w Buwie, poszukiwanie miejsca, by  usiąść przeczytać książkę, napisać coś w zeszycie. Tłum, tłum, wszędzie tłum. Zaglądam do telefonu, sprawdzić, która godzina. SMS od koleżanki: "Oddzwoń jak będziesz miała czas". Wyszłam z Buwu, znalazłam zaciszna miejsce, zadzwoniła. Miała dla mnie propozycję praktyk w firmie, w której pracuję, od już od zaraz. 2 tygodnie z perspektywą przedłużenia. A za półtora tygodnia sesja. Nie chciałam powiedzieć tak, nie wiedziałam jak pójdzie mi na rozmowie kwalifikacyjnej i jeszcze sesja. Zdawałam sobie sprawę, że chcą mnie bo potrzeba ludzi, bo studenci mają sesję i trzeba ich kimś innym zastąpić. Kusiła mnie ta perspektywa praktyk. Ale dlaczego teraz? Nie mogłam się w tę środę skupić nic mi nie wychodziło. 

Czwartek nie był dobry, nic nie napisałam podobnie w piątek. Odechciało mi się, nie mogłam się skupić, czytałam podręcznik, ale jakoś nic nie chciało mi wejść do głowy. 

W piątek rozmowa kwalifikacyjna. Poszła mi całkiem dobrze. Może się uda.
Zrobiłam też duże zakupy tego dnia - na ponad 120 zł. 
 
Plan na sobotę był prosty- uczyć się. Niestety nie udało mi się osiągnąć połowy z tego co sobie zaplanowałam. 
Dziś też tylko dwa z 6 celów udało mi się osiągnąć (ten wpis będzie 3). Za to złamałam wszystkie zakazy - z nimi mam największy problem. 

Nie wiem dlaczego nie udało mi się wytrzymać. Czy stres, przeszkody mogły mnie aż tak wybić z rytmu? A może to, że z czasem przestałam wykonywać stawiane sobie zadania? Nie wysłałam określonej liczy CV, nie przeczytałam odpowiedniej liczy rozdziałów, za wcześnie zaczęłam korzystać z portali społecznościowych? A może to, że dostałam okres? 

Dziś, bo już jest poniedziałek ( a zaczęłam pisać w niedziele), zaczynam po raz kolejny. 

Plan przygotowałam na jutro.
Uda mi się go wypełnić. 

Twoja przyjaciółka 

sobota, 12 stycznia 2013

A może to choroba?

Cześć Aniu!

Jak zacząć mówić o czymś ci jest przerażające? Czego się boję czego nie chcę przyjąć do swojej świadomości pomimo tego, że wiem, że to istnieje? 

Nie umiem od downa ze sobą żyć. Nie wiem dlaczego dokładnie tak jest. Zawsze byłam typem raczej smutnym, ale to co jest teraz jest jak depresja. Dzięki Ani z bloga Ania maluję dowiedziałam się o stronie Blogowa Grupa Samorozwoju. Przeglądała listę trafiłam na wpis o stanie chorobowym prokrastynacji. Cały dzień mnie to męczy, bo wiem, że to mam. To moje odkładanie na później, brak chęci do zebrania się w sobie, zmęczenie, niechęć, apatia. To może być to. Boję się, że znowu będę musiała pójść do psychologa. Raz byłam, potem kilka razy u psychiatry. 

Przykłady mojego dzisiejszego "lenia": 

  1. Nie zadzwoniłam tam gdzie miałam dzwonić, ważne to bo dotyczy mojej pracy magisterskiej. 
  2. Nie czytałam książki. 
  3. Odkładałam zabranie się  za naukę, oglądałam youtuba, serial, tylko po to by nie zabrać się za to co ważne. 
Powinnam przygotować plan działania. Spróbować pomóc sobie samej.

Poprzedni plan nie dał rady. Nic chyba nie udało mi się z niego osiągnąć? Przeczytałam tylko 3 książki. teraz nie czytam, bo sesja. Nie oglądam mniej filmów, youtuba, nie szukałam szczególnie pracy. 
Nic poza książkami nie udało się osiągnąć. I jeszcze doszedł w ostatnich dniach pinterest, uzależniający, jak nic. Stały zestaw FB, YT, Blogger- moim wrogiem. 

Może jeszcze się uda. 
Nie sądziłam, że zrobię plan na 2013, ale chyba muszę, powinien być AMBITNY, ale nie wiem czy bardzo ambitny.
Zastanowię się na razie nad możliwościami. 

Co do zmian, to przydałby się mi kalendarz, ale niestety nie udało mi się już kupić w super hiper markecie, a przecież byłam 11 stycznia, jak rozumiem kalendarze tylko do 1 stycznia sprzedają. Poszukam może coś jeszcze gdzieś znajdę. Potrzebuje zwykły książeczkowy, kieszonkowy kalendarz, nie jestem dobra w robieniu zapisów w formie elektronicznej.
Mam zeszyt z bohaterami Bevery Hills 90210 na okładce. Jest stary i trochę obciachowy, choć może jest vintage. Trudno mi w nim pisać i jeszcze jest w linie, a nie w kratkę.

Miałam spędzać mniej czasu na blogach i co odnalazłam BGS. Trochę już ją przejrzałam i zaczęłam obserwować kilka nowych blogów.


Na razie tyle. Jeszcze nie wiem co będzie dalej, powoli zacznę się ogarniać, muszę po prostu.


Aniu wspieraj mnie w moich celach, proszę


Twoja Przyjaciółka 

środa, 7 listopada 2012

Plan na życie - nowe postanowienia

Droga Aniu!
Od dłuższego czasu jestem w kiepskiej formie psychicznej i fizycznej. Powinnam się rozwijać a stoję w miejscu. Powinnam znaleźć pracę, coś robić, a tym czasem nic nie robię. Tak jakbym znów miała depresję, ale to coś innego. Trudno mi się do tego przyznać: Boję się dorosnąć, podjęć trud życia na swoim, boję się otaczającego mnie świata. Boję się ryzykować. 
Dziś siedziałam w BUW'ie, nie mogłam się skupić na czytaniu, myślałam. Postanowiłam coś w sobie zmienić. Pomysł pojawił się gdy zaczęłam czytać bloga Cudowne diety, którego Autorka prowadzi własnie dietę według dr Dąbrowskiej. Zainspirowana jej wyzwaniem sama postanowiłam zmienić dietę, niestety na razie bez osiągnięć. To był początek przemyśleń tego co bym chciała zmienić w sobie. Zaczęłam pisać na kartce, zrobiła tablę. Zadała sobie cztery pytania
  1. Co chce zmienić?
  2. Dlaczego chcę to zmienić?
  3. Jak chcę to zmienić? 
  4. Co mi to da?
Napisałam początkowo 6 obszarów zmian, potem dopisałam kolejne.

  1. Oglądać mniej seriali. Niestety jak już zacznę oglądać jakiś serial to nie mogę przerwać, muszę znać całą historię, przywiązuję się do bohaterów. Oglądam ich dużo, zbyt dużo. Wyliczę je, żebym wiedziała ile na prawdę oglądam:
  • Gossip girl
  • How I met your mother
  • New Girl 
  • glee
  • NCIS 
  • Good Wife 
  • Big Band Theory
  • Modern Family
  • Partners
  • Jane by design 
  • Rodzinka. pl 
  • Prawo Agaty 
  • One tree hill
  • Friends (ostatnio kilka odcinków)
  • 2 broke girls
  • Pretty little liars 
To ile mamy? 16? Oj dużo. Do tego You tube. Masakra 
Zbyt dużo czasu na to poświęcam, biorąc pod uwagę ile godzin tygodniowo poświęcam na seriale chyba około 10 godzin tygodniowo za dużo. 
Ograniczam się do 3 seriali tygodniowo. GG, HIMYM i Prawo Agaty. Ciekawe jak wytrzymam, szczególnie w weekend. 
Zyskam na pewno więcej czasu. 

2. Rzadziej korzystać z komputera
Cały mój czas poświęcam na komputer, służy mi do Facebooka (po co sprawdzać co chwila te same informacje), do You Tuba, zastępuje telewizje (oglądanie telewizji- punkt pierwszy) i nowe uzależnienie - blogi, wyrzuciłam dziś kilka, mam nadzieję, że to pomoże. Postanawiam też, że bedę raz dziennie zaglądać do Bloggera. Wyrzuciłam też FB i Internet z pulpitu telefonu. 
Wyznaczam sobie limit na komputer, może rezygnacja z FB na jakiś czas, choć będzie z tym problem, dziś nie da się już studiować bez internetu i FB. 
Zyskam więcej czasu. 
3. Więcej się uczyć, a na studiach właściwie studiować. 
Już jestem do tyłu. Poświęcam się rzeczą nieistotnym, zabierającym czas, powinnam z większym zainteresowaniem studiować to co chcę robić w przyszłości. 
Posprzątać na biurku, zmienić ustawienie lampki, komputera, zrobić sobie więcej przestrzeni. 
Będę mądrzejsza, jak zacznę teraz to przed sesją będę miała mniej roboty. 

4. Szukać pracy, a właściwie ją znaleźć.
Potrzebuję jej, by się rozwijać. 
Wysyłać minimum 20 CV dziennie
Jak znajdę pracę zyskam doświadczenie a przede wszystkim będę miała kasę na spełnianie swoich zachcianek. 

. Czytać książki. 
Nie czytam nic innego poza kodeksami (też rzadko) i podręcznikami. A człowiek myślący, uważający się za inteligentnego powinien czytać książki, poznawać świat, strać się go zrozumieć. 
Zacznę wypożyczać minimum jedną książkę na miesiąc z BUWu. Dziś wypożyczyłam Solaris Lema, a potem Czechowa, może Trzy siostry.
Będę oczytana, zacznę zastępować komputer książkami. 

6. Schudnąć. 
W nic się nie mieszczę, czuję się grubo, jestem ociężała. 
POSTANOWIENIA:  (wypunktowane żebym łatwiej mogła je znaleźć)
  • Zrezygnować z jedzenia słodyczy (dziś się nie udał- może ograniczę czekoladę, cukierki, chipsy) Ciasto na razie zostaje. 
  • jeść więcej owoców i warzyw
  • nauczyć się gotować 
  • więcej ćwiczyć, a właściwie zacząć ćwiczyć, więcej tańczyć. 
Może chudsza będę szczęśliwsza i zdrowsza.

7. Oglądać mniej siatkówki. Od czerwca wpadłam w siatkówkowy szał: Liga Światowa, potem Igrzyska i do tego Igłą Szyte. A teraz jeszcze Plus Liga, rozgrywki międzynarodowe. 
Zaczęłam oglądać mecze- wszystkie, czasowo strata czasu. Po mino rozłożonych książek wgapiałam się w ekran komputera. 
Ograniczam się do 1 meczu Plus Ligi i jednego meczu międzynarodowego tygodniowo.
Zyskam czas. 

8.
  • Regularnie robić listę rzeczy, które chcę zmienić. 
  • Wyznaczyć sobie plan i go realizować. 
  • Opracować system budowy planu.
Będę realizować wyznaczone sobie cele, żyć w sposób zorganizowany
Założę zeszyt, w którym będę wpisywać zadania i sposób realizacji, zapisywać uwagi, prowadzić quasi-dziennik. 
Żyję w chaosie, jestem niezorganizowana i tracę czas na nieistotne sprawy.

9. Regularnie opisywać na blogu postępy z planu, z realizacji stawianych sobie celów.
Będę miała motywację do stosowania się do planu. 
Regularnie będę robić wpisy, minimum 1 w tygodniu. 
NIE BĘDĘ MOGŁA SOBIE ODPUŚCIĆ. 
Biorąc pod uwagę ile zajęło mi napisanie tego wszystkiego, to będę musiała się ograniczać i poprawić szybkość pisania na klawiaturze, 

Jestem pełna nadziei. MUSI MI SIĘ UDAĆ MUSI

Aniu wpieraj mnie, 
Twoja Przyjaciółka